Biuro Obsługi Klienta +48 22 308 66 55 - Pn-Pt 8:00-14:00 - DARMOWA DOSTAWA już od 199 PLN
2026-03-18

Wielobarwny gobelin tajemnic. Ewa Szymańska, autorka powieści "Rodzinne tajemnice", o tkaniu historii Dolores

 

 Rodzinne_tajemnice,,Przyznam, że pomimo dość trudnych tematów, które w niej podejmuję, przy opisywaniu tej historii momentami naprawdę dobrze się bawiłam. Nie byłam jednak pewna, czy takie pomieszanie tragedii z elementami komediowymi i zjawiskami paranormalnymi przypadnie do gustu czytelnikom. – Mówi Ewa Szymańska w wywiadzie z okazji zbliżającej się premiery powieści ,,Rodzinne tajemnice”.

 

 

Magda Kaczyńska: Na początku naszej rozmowy, chciałabym wyrazić zachwyt „Rodzinnymi tajemnicami” – warstwą literacką, nastrojem i fabułą, która co rusz zaskakuje…

Ewa Szymańska: Dziękuję za uznanie. Usłyszeć, że książka wzbudziła w czytelniku zachwyt, to naprawdę coś!

W przypadku „Rodzinnych tajemnic” jest to dla mnie szczególnie cenne, ponieważ przy żadnej z wcześniejszych powieści nie zastanawiałam się tak często, jak zostanie przyjęta. Przyznam, że pomimo dość trudnych tematów, które w niej podejmuję, przy opisywaniu tej historii momentami naprawdę dobrze się bawiłam. Nie byłam jednak pewna, czy takie pomieszanie tragedii z elementami komediowymi i zjawiskami paranormalnymi przypadnie do gustu czytelnikom. Mogę mieć tylko nadzieję, że będą dla mnie równie łaskawi jak Pani.

MK: Książkę rozpoczyna scena pogrzebu babci narratorki. Uroczystość nie odbywa się bez zakłóceń…

ES: Ta scena czekała kilka lat na realizację! Od pierwszej chwili, gdy usłyszałam od córki, co zdarzyło się na pogrzebie dziadka jej koleżanki, wiedziałam, że kiedyś muszę tę historię wykorzystać. To wokół niej obudowałam swoją powieść.

MK: Czy śmiech w tej scenie ma oswajać śmierć, czy raczej „uczłowieczać” ją poprzez przełamanie patosu?

ES: I jedno, i drugie. We współczesnych czasach podejście do tematu śmierci jest dość specyficzne. Niby wszyscy wiemy, że jest czymś nieuniknionym, ale nie lubimy o niej myśleć i wolimy mieć z nią jak najmniej kontaktu. Nie chcemy, żeby panoszyła się w naszych domach, w końcu, jeśli czegoś nie widzimy, to możemy udawać, że nie istnieje. Dlatego jeśli już musi się przytrafiać, to najlepiej, aby działo się to dyskretnie i profesjonalnie, czyli np. w szpitalu, żeby jak najmniej zakłócała nasz spokój. Widać to chociażby w wielu współczesnych zwyczajach z nią związanych. Weźmy chociażby praktykowane przez wieki czuwanie przy zmarłym. Dawniej gromadziło ono przy trumnie całą rodzinę, sąsiadów i znajomych, którzy przez trzy dni przychodzili, by się modlić i wspominać zmarłą osobę. Dzisiaj (zwłaszcza w miastach) zostało ograniczone do minimum (często jest to symboliczne pół godziny tuż przed ceremonią pogrzebową) i odbywa się w miejscach specjalnie do tego przeznaczonych. Równocześnie jednak nic nas tak nie ekscytuje, jak czyjaś śmierć, zwłaszcza gwałtowna. Wielu z nas uwielbia przecież kryminały, a media prześcigają się w podawaniu informacji dotyczących śmiertelnych wypadków, morderstw, strzelanin, samobójstw… Żaden temat nie sprzedaje się tak dobrze jak śmierć. To smutne, ale i śmieszne zarazem. Tak samo jest w mojej książce. Śmierć jest w niej ważnym motywem i pojawia się tam w kilku odsłonach: czasem jest tragedią i niesie ze sobą niepowetowaną stratę, ale bywa też wyzwoleniem – czymś, na co się czeka, a nawet… planuje. Śmierć jest czymś naturalnym, bo jest częścią życia - uważa moja bohaterka, a skoro tak, to obok powagi i łez, jest tu także miejsce na śmiech.

MK: W książce oddała Pani głos wnuczce, która mówi, że babcia nie była z tych, co to zlewają się z tłem. Nawet imię miała niebanalne…

ES: O tak! W naszym kraju Dolores na pewno nie brzmi pospolicie. Dowiedziałam się, że obecnie imię to nosi niewiele ponad dwieście Polek. Mojej bohaterce nadał je ojciec zafascynowany Hiszpanią i … komunizmem. Zrobił to na złość żonie, ale nie podejrzewał, że oryginalne imię zaważy na życiu córki. Ona nie miała co do tego wątpliwości.

MK: Odwołując się do swojego nazwiska, Dolores Bolesta mówiła: losu nie oszukasz. Wyznawała pragmatyczny fatalizm?

ES: Tak, ale to niezwykłe połączenie wynikało z jej doświadczeń życiowych.

MK: Dolores była dla narratorki najważniejszą osobą w dzieciństwie i młodości?  Schronieniem i przewodnikiem?

ES: Tak, i nie wydaje mi się to wcale rzadkie. Sądzę, że w sercach wielu osób ich babcie zajmują miejsce szczególne, mimo że większość z nich nie posiada tak niezwykłych zdolności jak Dolores. Sama byłam mocno zżyta z babcią i chociaż odeszła od nas już ponad dwadzieścia lat temu, nadal często powracam do wspomnień z nią związanych.

MK: Dolores rzeczywiście miała niezwykłe zdolności: przewidywała przyszłość, odczytywała sny i znaki. Łączyła trzeźwe podejście do życia z ludową wiarą w obecność świata duchowego…

ES: Dla niej było oczywiste, że świat realny i świat duchów wzajemnie się przenikają, Wielokrotnie miała okazję się o tym przekonać, chociaż własne zdolności traktowała bardziej jak przekleństwo niż dar.

MK: Stosowała też ekscentryczne metody wychowawcze. Opowiadała małej wnuczce mroczne historie, razem wywoływały duchy… Przywoła Pani jedną z takich scen?

ES: Rzeczywiście, niektóre z ulubionych rozrywek moich bohaterek mogą wydawać się trochę dziwne, zwłaszcza dla kogoś patrzącego z boku. Rzadko się chyba zdarza, żeby zamiast bajek na dobranoc babcie opowiadały wnuczkom opowieści rodem z horroru albo wspólnie z nimi wymyślały niesamowite historie, w rolach głównych obsadzając w nich… własnych sąsiadów. Obie bohaterki zdawały sobie zresztą z tego sprawę, dlatego na przykład trzymały w tajemnicy fakt, że od czasu do czasu lubiły zorganizować sobie mały seansik spirytystyczny. Opis takiego „wieczoru z duchami” jest jedną z zabawniejszych scen w powieści, a swoistym smaczkiem (co zresztą zdradzam w przypisie) jest to, że pomysł na nią zaczerpnęłam z własnych przeżyć związanych ze wstrząsami sejsmicznymi, które miały miejsce w Lublinie, w czasach, gdy tam studiowałam.

MK: W osobistej, intymnej opowieści o Dolores znajduję ciepło i czułość, ale też ironię, by wspomnieć opis „funeralnej pasji” babci.  Dobrze odczytuję ten ton?

ES: Jak najbardziej. Od początku założyłam, że Dolores ma budzić sympatię – nie tylko wnuczki, ale i czytelników. Nie chciałam jednak, żeby była postacią idealną, przesłodzoną, dlatego oprócz cech wywołujących podziw i szacunek (albo zdumienie) starałam się wyposażyć ją również w nawyki i przyzwyczajenia, które mogą irytować. Jednym z nich jest właśnie wspomniana przez Panią pasja polegająca na uczestniczeniu w pogrzebach wszystkich znanych jej osób. Dolores nie widziała w tym nic niezwykłego, uważała wręcz, że jest to rodzaj obowiązku, z którego zwolnić może człowieka tylko… własna śmierć.

MK: To opowieść kogoś, kto kocha, ale nie tworzy pomnika, tylko tka wielobarwny gobelin niezwykłej kobiety…

ES: Opowiadając historię Dolores ustami jej wnuczki, chciałam pokazać ją w sposób możliwie obiektywny, mimo że przepełniony skrajnymi emocjami. Więź między nimi dwiema opiera się bowiem nie tylko na pokrewieństwie i wynikającej z niego miłości, ale też na specyficznej łączności dusz, której nie przeszkadza ani różnica wieku, ani życiowe doświadczenia, ani odmienne poglądy w wielu sprawach.

MK: Złożoność motywacji i doświadczeń poznajemy jednak z ust samej Dolores...

ES: I to na dwa sposoby, ponieważ część informacji Dolores przekazuje wnuczce zupełnie świadomie, natomiast o niektórych sprawach dowiadujemy się wtedy, gdy po przebytym udarze starsza pani zaczyna mylić czasy i osoby, biorąc wnuczkę za zmarłą wiele lat wcześniej kuzynkę. Dla tej pierwszej początkowo jest to zresztą spory dyskomfort. Opowieść babci okazuje się jednak tak fascynująca, że opory te szybko mijają. Historia Doli – opowiadana fragmentami – wciąga ją bardziej niż niejeden serial.

MK: Jaki był dom rodzinny Dolores?

ES: Nie chcę zdradzać czytelnikom wszystkich szczegółów, powiem więc tylko, że od dzieciństwa musiała ona funkcjonować w swego rodzaju rozdarciu pomiędzy prokomunistycznymi sympatiami ojca i dewocją matki. Jeśli dodać do tego trudną sytuację materialną i ostracyzm społeczny, z którym - z powodu swoich nietypowych zdolności - musiała się mierzyć, łatwo będzie sobie wyobrazić, że nie było to zbyt sprzyjające środowisko.

MK: Na zdjęciu ślubnym jest sama - młoda, uśmiechnięta, z bukietem piwonii. Dlaczego poślubiła Edwarda?

ES: Dla ścisłości – zdjęcie, o którym Pani wspomina, zostało wykonane jeszcze przed ślubem. Dolores wysłała je Edwardowi wraz z potwierdzeniem, że jest gotowa wyjść za niego za mąż. A dlaczego go poślubiła? Cóż, motywy, jakimi się kierowała, były zbyt skomplikowane, żeby mogła zdradzić je kilkuletniej wnuczce, stąd nieporozumienie związane z fotografią. Zresztą nawet wiele lat później, gdy wnuczka stała się dorosłą kobietą, nie do końca rozumiała decyzję babci. Całą prawdę o jej małżeństwie odkryła właściwie tuż przed jej śmiercią.

MK: Na ile postać Dolores jest portretem pokolenia kobiet dorastających i żyjących w PRL - u, a na ile jest to historia jednostkowa? A może Dolores ma swój odpowiednik w rzeczywistości?

ES: Nie, Dolores jest postacią całkowicie fikcyjną. Jest to pierwsza z moich bohaterek, którą od początku do końca wymyśliłam. Poprzednie zawsze miały jakieś autentyczne pierwowzory. Może dlatego kreacja tej bohaterki przychodziła mi z łatwością i sprawiała sporą frajdę. Przyznam, że pierwotnie miałam wielką ochotę przypisać jej jeszcze bardziej nietypowe cechy i czyny, ostatecznie jednak dla dobra fabuły (i samej Dolores, ponieważ nie chciałam, by ktoś odebrał jej postać jako przerysowaną) zrezygnowałam z pewnych pomysłów. Dlatego też myślę, że moja opowieść jest raczej jednostkową historią, zwłaszcza że fakt osadzenia jej w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych dwudziestego wieku to właściwie przypadek. Początkowo akcja miała rozgrywać się jakieś dwadzieścia lat wcześniej. Musiałam jednak znaleźć wiarygodne uzasadnienie, dlaczego moja bohaterka nosi tak nietypowe imię, no i wyszło na to, że powinna urodzić się w 1936 roku (ale dlaczego - nie zdradzę - tego czytelnicy mogą dowiedzieć się z książki).

MK: Wnuczce, której rozsypywał się związek, Dolores mówiła: ,,Jeśli czujesz, że nie dasz rady mu wybaczyć, nie ciągnij tego. Małżeństwo i tak nie przetrwa bez prawdziwej szczerości.” Przemoc, samotność i straty nie odebrały jej poczucia sprawczości i zdrowego rozsądku?

ES: Wręcz przeciwnie. Bolesne doświadczenia, które stały się udziałem Dolores, nie załamały jej, tylko – paradoksalnie – dodały jej sił. Oczywiście nie stało się to nagle, musiało minąć kilka lat, nim znalazła w sobie odwagę, by spróbować przeciwstawić się losowi. I nawet jeśli nie udało się jej to w pełni, do końca życia nie miała wątpliwości, że warto było postawić wszystko na jedną kartę, po to, by być uczciwą wobec samej siebie.

MK: Patrząc na całe życie Dolores - od „dziewczyny z bukietem” po starą kobietę na progu śmierci - czy widzi Pani jej los bardziej jako historię straty, czy jako opowieść o przetrwaniu i sile kobiet z jej pokolenia?

ES: Zdecydowanie to drugie, chociaż nie zawężałabym tego do konkretnego pokolenia. Myślę, że w tej fikcyjnej postaci można odnaleźć rysy wielu dzielnych kobiet, które pomimo przeciwności losu, nieszczęść i tragedii są gotowe nie tylko przetrwać, ale także walczyć o siebie, a zwłaszcza o tych, których kochają.

MK: ,,Rodzinne tajemnice”… Narratorkę, która wysłuchała ,,spowiedzi” Dolores spotkał przywilej poznania ukochanej osoby. Czy to pozwoliło jej zrozumieć siebie?

ES: Na pewno, choć nie stało się to od razu. Początkowo zwierzenia babci traktowała ona jako ciekawostkę. Później – gdy uświadomiła sobie, że jest jedyną osobą, która poznała niektóre szczegóły z jej życia - stały się dla niej sporym obciążeniem psychicznym. Tak naprawdę dopiero po śmierci staruszki dotarło do niej, że to, iż babcia wybrała ją na swoją powiernicę, było niezwykłym wyróżnieniem, z którego powinna być dumna. Ujawniając wnuczce swoje najskrytsze tajemnice, Dolores udzieliła jej również cennych życiowych wskazówek, o mocy których młoda kobieta przekonała się jakiś czas po jej odejściu.

MK: Wszystkie rodziny mają swoje sekrety, są jednak takie, które - niewyjawione - wpływają na losy przyszłych pokoleń?

ES: Mówi się, że każda rodzina trzyma własnego trupa w szafie. Sądzę, że w tym żartobliwym powiedzonku jest sporo prawdy i że większość rodzin ma jakieś sekrety, których wolałaby nie ujawniać. Czasem są one naprawdę mroczne, czasem tylko mniej lub bardziej wstydliwe. O niektórych nie mówi się osobom postronnym, inne ukrywa nawet przed niewtajemniczonymi członkami rodziny. Czy ma to wpływ na losy przyszłych pokoleń? Myślę, że może się tak zdarzyć, choć zapewne zależy to od okoliczności oraz od samych sekretów. Tajemnice, które skrywała Dolores, były najboleśniejsze dla niej samej i w jakimś sensie położyły się cieniem na jej życiu, jednak to, że przez lata je ukrywała, spowodowało, że jej dzieciom została oszczędzona trauma, która mogłaby pozostawić trwały ślad w ich psychice. Dla mojej bohaterki to było najważniejsze. Może więc dobrze, że o niektórych sprawach dowiadujemy się dopiero wtedy, gdy nie mogą już wpłynąć na nasze życie?

MK: Dziękuję za rozmowę.

Polecane

pixel